Pojechałbyś do Chin, gdybyś dostał tam pracę?

Mówienie po angielsku jest jak wychodzenie ze strefy komfortu. Pewnie już wiesz, że powinieneś się pogodzić z tym, że kiedy mówisz po angielsku, możesz czuć jakąś niepewność, jakiś dyskomfort, a to dlatego, że wychodzisz ze swojej strefy komfortu. Kiedy mówisz po polsku, czujesz się błogo i pewnie, ale kiedy produkujesz obcy język – bach, komfort się kończy i wychodzisz na pole niewygody, ale za to dzięki temu ile zyskujesz?

Podobnie było z kontraktem w Chinach, gdzie wyjechałam we wrześniu 2018 roku, by pracować przez 3 miesiące na uniwersytecie – oczywiście jako wykładowca języka angielskiego. Czy się bałam? Pewnie, że tak, chociaż to było dziwne uczucie, taki rodzaj strachu pomieszany z dziwnym przeświadczeniem, że wszystko będzie dobrze i że sobie poradzę. Teraz mogę powiedzieć, że w życiu mamy wiele momentów, kiedy powinniśmy wyjść z naszej strefy komfortu.

I właśnie mówienie po angielsku też jest takim momentem, kiedy powinniśmy przestać „cackać się”ze sobą. Czas sobie powiedzieć: ok, umiem na tyle, że czas się odezwać. Umiem na tyle, że jestem w stanie w taki czy inny sposób przekazać to, co myślę.

Ja jadąc do Chin, też musiałam powiedzieć sobie: ok, to jest coś innego (hehe, delikatnie mówiąc, w końcu nie codziennie wyjeżdża się do Chin do pracy, w celach turystycznych może i tak, ale do pracy?), ale zrób to, trochę strachu, niepewności, ale zobacz co możesz zyskać?

Zachęcam Cię do tego, byś właśnie w ten sposób myślał o swoim angielskim. Tak jak ja myślałam o swoim wyjeździe do Chin. Jako o szansie, jako o wyzwaniu, że jeśli się odważę to zrobić, to ile mogę zyskać dzięki temu. Traktuj angielski jak narzędzie. Narzędzie do życia, do osiągania celów. Nie filozofuj przy tym za dużo.

W Chinach dowiedziałam się pewnej bardzo ważnej dla mnie rzeczy odnośnie używania języka angielskiego. Poczyniłam tam wiele obserwacji, o czym napiszę w kolejnym artykule.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.